4.05.2017

Silver. Pierwsza księga snów

 Kerstin Gier jest autorką bestsellerowej trylogii Czasu, która wszystkich zachwyca. Jej kolejną trylogią jest Silver, o tej książce też można posłuchać oraz przeczytać wiele pozytywnych recenzji. Sięgając po nią miałam dość duże oczekiwania. 








Liv zawsze przywiązywała dużą wagę do snów. Ale odkąd zamieszkała w Londynie, znalazły się w centrum jej zainteresowań. Tajemnicze zielone drzwi. Gadające kamienne posągi. Niania z tasakiem w schowku na miotły... Tak, ostatnio sny Liv stały się bardzo dziwne. A szczególnie ten: czterech chłopaków, łacińskie inkantacje, dziwny rytuał, a wszystko to w nocy pośrodku cmentarza. No tak, Liv zna tych chłopaków z nowej szkoły - i zawsze, gdy spotykają się na jawie, oni zdają się wiedzieć o niej więcej, niż powinni... Chyba że... śnili ten sam sen, co ona?

Pierwsza część bestsellerowej serii Kerstin Gier, autorki niezwykle popularnej Trylogi czasu.


-lubimyczytać.pl



Fabuła książki jest bardzo interesująca, tak naprawdę nie ma w niej momentów nudy, cały czas coś się dzieje. Jednak wydaję mi się, że dla mnie ta książka bardziej by mi się spodobała gdybym przeczytała ją jakieś pięć lat temu. 

Głowna bohaterka według mnie była strasznie niedojrzała. Denerwowało mnie to, że gdy ktoś ją uprzedzał o niebezpieczeństwie i odradzał mieszanie się w coś ona i tak to robiła, jakby po złości. Mimo tego, że ma ona piętnaście lat (o ile dobrze pamiętam) miałam wrażenie, że czytam o dwunastolatce. Nie sądzę, że jest to jakoś bardzo irytująca postać, dało się ją przeżyć, lecz mam nadzieję, że w kolejnych tomach zmieni nieco swoje zachowanie. 

Rzadko się zdarza, aby w jednej książce były aż dwie irytujące postacie, a tu właśnie można znaleźć drugą taką,a jest nią mama Liv. Nie chciałabym mieć takiej mamy, jest ona mniej rozsądna niż jej najmłodsza córka (tzn. w niektórych momentach). Na początku była okej, po prostu mama, lecz później zaczęło mnie strasznie denerwować to jak ona narzekała na grzeczną córkę (która mama tak robi?). 

Autorka miała pomysł na bardzo ciekawą historię, lecz chyba nie wykorzystała jej w pełni, ponieważ po pierwszym tomie czuję pewien niedosyt. Miałam nadzieję na kawał dobrej książki, która mną zawładnie, niestety tak się nie stało. Oczywiście lektura podobała mi się, lecz właśnie nie w takim stopniu jak się spodziewałam. Była po prostu dobra. Bardzo podobał mi się pomysł autorki z drzwiami poprzez które Liv mogła wejść do snów innych osób. 

Książka jest godna polecenia dla osób, które szukają czegoś aby się oderwać, czegoś lekkiego. Nie oczekujcie po niej zbyt wiele, ale bardzo przyjemnie oraz szybko się ją czyta. Oczywiście sięgnę po kolejną część, którą mam już nawet zamówioną. 

6/10

5.03.2017

Dwór cierni i róż // Sarah J. Maas

Trochę się ociągałam się z napisaniem tej recenzji. 



 Więc, zacznijmy od fabuły. 

Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?

-lubimyczytać.pl


          Zaczynając tę książkę byłam już po przeczytaniu trzech pierwszych tomów poprzedniej powieści tej autorki. Słyszałam, że niektórzy mówili, że ta jest lepsza niż "Szklany tron", więc sięgając po nią miałam duże oczekiwania co do niej. A już po przeczytaniu mogę stwierdzić, że nie jest ona lepsza, lecz nie dużo jej brakuje. 





         Sarah J Maas stworzyła piękny świat i cudowne postacie. Od którego ciężko się oderwać, ja sama jak po raz pierwszy po nią sięgnęłam przeczytałam jakieś z dwieście stron. Przestałam czytać tylko dlatego, że był to środek nocy i nawet tak ciekawa książka nie pomogła mi przezwyciężyć senności. 

         Podczas czytania przechodziłam przez tak jakby 'trzy etapy'. Na początku jak już pisałam była wciągająca, ciekawa, jakoś w połowie książka zaczęła mnie nudzić, a już stron bliskich końca znów nie dało się przestać czytać.

         Feyra jest bohaterką typową dla Sarah J. Maas, odważna, gotowa oddać życie za bliskie jej osoby. Czytałam i czekałam na pojawienie się Rhysanda, tak przez wszystkich uwielbianego, niestety stało się to dopiero po jakiejś dwusetnej albo i dalszej stronie. Tak naprawdę to nie rozumiem zachwytu nad tą postacią , moim zdaniem był on po prostu fajny. Choć po pierwszym tomie czuję się jakbym go w ogóle nie poznała. Większą sympatię wzbudziła u mnie postać Tamlina, jego powili budowana relacja i powstające uczucie z Feyrą jest bardziej autentyczne. Niestety słyszałam, że w drugim tomie Tam okazuje się kimś zupełnie innym. 
       Podsumowując  książka jest na prawdę warta polecenia, dużo się w niej dzieję oraz przyjemnie się czyta. Myślę, że to jedna z najlepszych książek w tym roku.

8/10