Trochę się ociągałam się z napisaniem tej recenzji.
Więc, zacznijmy od fabuły.
Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
-lubimyczytać.pl
Zaczynając tę książkę byłam już po przeczytaniu trzech pierwszych tomów poprzedniej powieści tej autorki. Słyszałam, że niektórzy mówili, że ta jest lepsza niż "Szklany tron", więc sięgając po nią miałam duże oczekiwania co do niej. A już po przeczytaniu mogę stwierdzić, że nie jest ona lepsza, lecz nie dużo jej brakuje.
Sarah J Maas stworzyła piękny świat i cudowne postacie. Od którego ciężko się oderwać, ja sama jak po raz pierwszy po nią sięgnęłam przeczytałam jakieś z dwieście stron. Przestałam czytać tylko dlatego, że był to środek nocy i nawet tak ciekawa książka nie pomogła mi przezwyciężyć senności.
Podczas czytania przechodziłam przez tak jakby 'trzy etapy'. Na początku jak już pisałam była wciągająca, ciekawa, jakoś w połowie książka zaczęła mnie nudzić, a już stron bliskich końca znów nie dało się przestać czytać.
Feyra jest bohaterką typową dla Sarah J. Maas, odważna, gotowa oddać życie za bliskie jej osoby. Czytałam i czekałam na pojawienie się Rhysanda, tak przez wszystkich uwielbianego, niestety stało się to dopiero po jakiejś dwusetnej albo i dalszej stronie. Tak naprawdę to nie rozumiem zachwytu nad tą postacią , moim zdaniem był on po prostu fajny. Choć po pierwszym tomie czuję się jakbym go w ogóle nie poznała. Większą sympatię wzbudziła u mnie postać Tamlina, jego powili budowana relacja i powstające uczucie z Feyrą jest bardziej autentyczne. Niestety słyszałam, że w drugim tomie Tam okazuje się kimś zupełnie innym.
Podsumowując książka jest na prawdę warta polecenia, dużo się w niej dzieję oraz przyjemnie się czyta. Myślę, że to jedna z najlepszych książek w tym roku.
8/10


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz